Wyszukiwarka samorządów:
Od 1991 roku mamy w Krakowie 18 dzielnic, w których działa aż 366
radnych. Ale większość krakowian nawet nie wie, gdzie mieszczą się
siedziby rad ich dzielnic. Z drugiej strony radni dzielnicowi skarżą
się, że tak naprawdę bardzo niewiele od nich zależy. Zajmują się tylko
niektórymi remontami dróg i szkół. Wydają też opinie, które jednak nie
są dla magistratu wiążące. Dlatego grupa radnych (m.in. Paweł Sularz
oraz kilku radnych PO) opracowała projekt podziału Krakowa na cztery
dzielnice: Nową Hutę, Śródmieście, Krowodrzę i Podgórze. Liczba radnych
zmniejszyłaby się do 84. Dzielnice miałyby poza tym własny budżet na
utrzymanie szkół, przedszkoli i dróg.
- Państwo powinno być
tanie. Mniej radnych, to mniej wydatków na diety. Dzięki reformie
Kraków zyskałby dodatkowe, potrzebne mu w kryzysie oszczędności - mówi
radna Marta Patena z PO, dodając, że finanse to tylko jedna z
przesłanek. Inna to usprawnienie działalności dzielnic.
Bartłomiej Garda z PO przekonuje, że dzielnicami trzeba się wreszcie
zająć, bo temat powraca co jakiś czas jak bumerang. - Nie możemy jednak
narzucać ani mieszkańcom, ani radnym dzielnicowym, ile powinno być
dzielnic. Najpierw trzeba ten temat poddać konsultacjom społecznym.
Trzeba zapytać krakowian, czy w ogóle wiedzą w jakiej dzielnicy
mieszkają i czym zajmują się radni dzielnicowi - mówi Garda i
informuje, że autorzy projektu uchwały dzielnicowej złożyli do niej
autopoprawkę, która przewiduje trzy różne warianty podziału Krakowa: na
4, 7 i 18 dzielnic.
Ale nie wiadomo, czy dyskusja w ogóle
trafi na salę obrad rady miasta. Problem w tym, że inicjatorem zmian w
liczbie dzielnic jest wyrzucony z PO radny Paweł Sularz. Nieoficjalnie
wiadomo, że władzom Platformy nie spodobało się to, że pod opracowanym
przez Sularza projektem podpisało się pięciu radnych PO. Radni mieli
dostać nawet za to burę. Ale Stanisław Zięba, szef klubu PO zapewnia,
że jego niechęć do tego projektu wynika z zupełnie innych przyczyn. -
Ten projekt jest po prostu zupełnie nieprzygotowany. Takie zmiany
trzeba też przedyskutować z przewodniczącymi dzielnic. To wszystko
trwa. Wdrażanie w życie obecnego podziału Krakowa zajęło trzy lata -
mówi Stanisław Zięba.
Inicjatywa ma też swych krytyków wśród
obecnych przewodniczących rad dzielnic. - Pomysł pozbawiony jest sensu,
bo po kilkunastu latach istnienia dzielnic, krakowianie dopiero teraz
zaczynają powoli utożsamiać się z nimi. Kolejna reforma zaprzepaściłaby
to. Mieszkańcy Czyżyn są zadowoleni, że mają własną dzielnicę, nie
chcieliby mieszkać w jednej, ogólnie nazwanej Nowa Huta. Poza tym
dzielnice spełniają coraz większą rolę, to do nich trafia większość
drobnych interwencji, np. o płytach chodnikowych - mówi Jerzy
Woźniakiewicz, radny PO i równocześnie przewodniczący dzielnicy XIV Czyżyny.
Woźniakiewicz jest natomiast zwolennikiem zwiększania kompetencji rad
dzielnic. - Można im zlecać nowe grupy zadań, tak się zresztą dzieje -
na przykład od tego roku dzielnice realizują zadania związane z
infrastrukturą sportową. Poza tym opinie dzielnic powinny być też
wiążące dla wydziałów magistrackich - dodaje Woźniakiewicz.
Przypomnijmy, że w 2004 roku podział Krakowa na siedem dzielnic
zaproponowało trzech przewodniczących dzielnic: Paweł Sularz, Mirosław
Gilarski (dziś radny PiS) oraz Paweł Klimowicz (dziś senator). Według
ówczesnych wyliczeń likwidacja 11 dzielnic miała przynieść roczne
oszczędności blisko 2 mln zł. Projekt nie został jednak zrealizowany.