Wyszukiwarka samorządów:
Gmach przy ul. Cieplińskiego był kiedyś internatem. W jego południowym skrzydle były mieszkania nauczycielskie. Niemal wszystkie zostały wykupione przez mieszkańców na własność. Poza jednym, w którym mieszka Robert Małek wraz z matką. To lokum jest wciąż własnością miasta, a oni są jedynie najemcami.
W głównym gmachu już pracują marszałkowscy urzędnicy. Całość została
odremontowana i zmodernizowana. Remont trwa jeszcze tylko w południowym
skrzydle. Tam niemal wszystkie mieszkania wykupił marszałek. Poza
dwoma, których właściciele dotąd się na to nie zdecydowali, i tym
miejskim, w którym ciągle mieszkają Małkowie. To mieszkanie o
powierzchni 69 m kw.
Ale nad ich głowami ciemne chmury zaczęły się zbierać już dwa lata
temu. Władze województwa wystąpiły do miasta z propozycją kupienia tego
mieszkania. Zaznaczyły jednak, że wcześniej należałoby uregulować
sprawę dotyczącą najmu.
Biuro Gospodarki Mieniem miasta Rzeszowa, jednostka urzędu miasta,
zaproponowało lokatorom w grudniu 2007 roku przeniesienie do innego
mieszkania, o powierzchni nieco ponad 37 m kw., przy ul. Żwirki i
Wigury.
Ale matka pana Roberta nie przyjęła propozycji. Zapytała jedynie
BGM, z czego wynika ta propozycja, bo zajmowany przez nią lokal w pełni
zaspokaja potrzeby wszystkich zameldowanych w nim osób, a ona sama nie
występowała o jego zamianę. Odpowiedzi się nie doczekała, a sprawa
przycichła.
Aż tu we wrześniu tego roku pani Małek dostała pozew sądowy.
Miasto chce w nim, by lokatorzy opróżnili to mieszkanie, a także, by
sąd ustalił, czy mają umowę najmu. A jeśli tak, to żeby ta umowa
została rozwiązana.
- Naszym zdaniem ci państwo nie mają tytułu prawnego do
zajmowanego lokalu. Mają, owszem, jeszcze starą umowę najmu podpisaną
ze szkołą. Ale jest ona jeszcze na teściów pani Małek - argumentuje
Grzegorz Tarnowski, dyrektor BGM.
- Potem, w 2001 roku, ci państwo podpisali umowę z zarządcą tych
mieszkań, czyli Spółdzielnią Mieszkaniową "Metalowiec". A więc sprawa
jest bardzo zawiła i niejasna. Chcemy, żeby rozstrzygnął ją sąd -
dodaje dyrektor Tarnowski.
Co będzie dalej? - Przestraszyliśmy się. Nie wiemy, co z nami
będzie. A my przecież mamy umowę najmu. Jest też ustawa o ochronie
lokatorów, która gwarantuje nam pewne prawa - mówi Robert Małek, który
występuje jako pełnomocnik matki.
Miejscy urzędnicy rysują dwa scenariusze: - Jeśli sąd uzna, że
dokumenty, które mają państwo Małek, są wystarczające, to będziemy z
nimi rozmawiać na temat przeniesienia ich do innego lokalu. A jeśli
nie, to tych państwa czeka eksmisja. I tu też sąd zdecyduje, czy na
bruk, czy z prawem do lokalu zastępczego - informuje nas dyrektor
Tarnowski.
Rozprawa ma się odbyć już 4 listopada. Robert Małek był już na
rozmowach z wiceprezydentem miasta Henrykiem Wolickim. Rozmawiał też w
BGM.
- Co będzie, jeśli sąd orzeknie eksmisję na bruk? Nie sądzę, żeby
tak się stało. Po wysłuchaniu tej historii można powiedzieć, że ci
ludzie są trochę sami sobie winni - mówi wiceprezydent Wolicki. Ale
zaraz dodaje: - Miasto na pewno tym ludziom pomoże, nie dopuścimy, żeby
komukolwiek stała się krzywda.
- Jesteśmy oczywiście skłonni przenieść się do jakiegoś innego
mieszkania. Chodzi nam tylko o to, żeby standard nie odbiegał znacząco
od tego, który teraz mamy - mówi Robert Małek.
Pytamy w urzędzie marszałkowskim, czy nadal są tam zdecydowani, by
kupić mieszkanie od miasta w skrzydle południowym. Ciągle nie udało się
kupić mieszkań od dwóch właścicieli, więc wykupienie tego od miasta też
problemu całkowicie nie rozwiąże.
- Podtrzymujemy naszą ofertę, bo chcemy być właścicielami całego
budynku. Ale w tym akurat momencie nie ponawialiśmy propozycji -
przekazuje Aleksandra Gorzelak-Nieduży, rzeczniczka prasowa marszałka
podkarpackiego.