Bazagmin.pl

Przegląd prasy

Problemy mieszkańców Urzędu Marszałkowskiego

Oceń:

Co z nami będzie? - zastanawia się Robert Małek, który razem z 70-letnią matką mieszka w... urzędzie marszałkowskim. Miasto wystąpiło już o ich eksmisję, ale wiceprezydent Henryk Wolicki zapewnia: - Krzywdy im nie zrobimy.

Gmach przy ul. Cieplińskiego był kiedyś internatem. W jego południowym skrzydle były mieszkania nauczycielskie. Niemal wszystkie zostały wykupione przez mieszkańców na własność. Poza jednym, w którym mieszka Robert Małek wraz z matką. To lokum jest wciąż własnością miasta, a oni są jedynie najemcami.

 

W głównym gmachu już pracują marszałkowscy urzędnicy. Całość została odremontowana i zmodernizowana. Remont trwa jeszcze tylko w południowym skrzydle. Tam niemal wszystkie mieszkania wykupił marszałek. Poza dwoma, których właściciele dotąd się na to nie zdecydowali, i tym miejskim, w którym ciągle mieszkają Małkowie. To mieszkanie o powierzchni 69 m kw.

Ale nad ich głowami ciemne chmury zaczęły się zbierać już dwa lata temu. Władze województwa wystąpiły do miasta z propozycją kupienia tego mieszkania. Zaznaczyły jednak, że wcześniej należałoby uregulować sprawę dotyczącą najmu.

Biuro Gospodarki Mieniem miasta Rzeszowa, jednostka urzędu miasta, zaproponowało lokatorom w grudniu 2007 roku przeniesienie do innego mieszkania, o powierzchni nieco ponad 37 m kw., przy ul. Żwirki i Wigury.

Ale matka pana Roberta nie przyjęła propozycji. Zapytała jedynie BGM, z czego wynika ta propozycja, bo zajmowany przez nią lokal w pełni zaspokaja potrzeby wszystkich zameldowanych w nim osób, a ona sama nie występowała o jego zamianę. Odpowiedzi się nie doczekała, a sprawa przycichła.

Aż tu we wrześniu tego roku pani Małek dostała pozew sądowy. Miasto chce w nim, by lokatorzy opróżnili to mieszkanie, a także, by sąd ustalił, czy mają umowę najmu. A jeśli tak, to żeby ta umowa została rozwiązana.

- Naszym zdaniem ci państwo nie mają tytułu prawnego do zajmowanego lokalu. Mają, owszem, jeszcze starą umowę najmu podpisaną ze szkołą. Ale jest ona jeszcze na teściów pani Małek - argumentuje Grzegorz Tarnowski, dyrektor BGM.

- Potem, w 2001 roku, ci państwo podpisali umowę z zarządcą tych mieszkań, czyli Spółdzielnią Mieszkaniową "Metalowiec". A więc sprawa jest bardzo zawiła i niejasna. Chcemy, żeby rozstrzygnął ją sąd - dodaje dyrektor Tarnowski.

Co będzie dalej? - Przestraszyliśmy się. Nie wiemy, co z nami będzie. A my przecież mamy umowę najmu. Jest też ustawa o ochronie lokatorów, która gwarantuje nam pewne prawa - mówi Robert Małek, który występuje jako pełnomocnik matki.

Miejscy urzędnicy rysują dwa scenariusze: - Jeśli sąd uzna, że dokumenty, które mają państwo Małek, są wystarczające, to będziemy z nimi rozmawiać na temat przeniesienia ich do innego lokalu. A jeśli nie, to tych państwa czeka eksmisja. I tu też sąd zdecyduje, czy na bruk, czy z prawem do lokalu zastępczego - informuje nas dyrektor Tarnowski.

Rozprawa ma się odbyć już 4 listopada. Robert Małek był już na rozmowach z wiceprezydentem miasta Henrykiem Wolickim. Rozmawiał też w BGM.

- Co będzie, jeśli sąd orzeknie eksmisję na bruk? Nie sądzę, żeby tak się stało. Po wysłuchaniu tej historii można powiedzieć, że ci ludzie są trochę sami sobie winni - mówi wiceprezydent Wolicki. Ale zaraz dodaje: - Miasto na pewno tym ludziom pomoże, nie dopuścimy, żeby komukolwiek stała się krzywda.

- Jesteśmy oczywiście skłonni przenieść się do jakiegoś innego mieszkania. Chodzi nam tylko o to, żeby standard nie odbiegał znacząco od tego, który teraz mamy - mówi Robert Małek.

Pytamy w urzędzie marszałkowskim, czy nadal są tam zdecydowani, by kupić mieszkanie od miasta w skrzydle południowym. Ciągle nie udało się kupić mieszkań od dwóch właścicieli, więc wykupienie tego od miasta też problemu całkowicie nie rozwiąże.

- Podtrzymujemy naszą ofertę, bo chcemy być właścicielami całego budynku. Ale w tym akurat momencie nie ponawialiśmy propozycji - przekazuje Aleksandra Gorzelak-Nieduży, rzeczniczka prasowa marszałka podkarpackiego.

Wieści samorządowe