Bazagmin.pl

Przegląd prasy

Szkoły mają zacisnąć pasa

Oceń:

Ratusz poprosił szkoły, aby w związku z kryzysem zmniejszyły swoje wydatki. Dyrektorzy placówek oświatowych odpowiadają: - Jesteśmy bezsilni, bo nie ma z czego ciąć.

Pismo z miasta zostało wysłane do placówek oświatowych 31 lipca. Szkoły zostały poproszone o przygotowanie propozycji obcięcia "wydatków bieżących w zakresie zadań własnych" w tym roku szkolnym o 2 proc. Chodzi m.in. o pieniądze przeznaczone na opłatę za media, zakup środków czystości i pomoce dydaktyczne.

- Rozumiem, że mamy kryzys gospodarczy i oszczędzać trzeba, ale czy koniecznie kosztem ubogiej oświaty? My nawet jeśli spotkamy się w swoim dyrektorskim gronie, to nie rozmawiamy o pieniądzach, żeby się nie denerwować - irytuje się dyrektor jednej z lubelskich szkół ponadgimnazjalnych.

 

Dyrektorzy podkreślają, że nie mają z czego ciąć, bo większość pieniędzy przekazują na pensje nauczycieli, a z tego zrezygnować nie mogą. - Wynagrodzenia pochłaniają ponad 70 proc. mojego budżetu, jeśli nie więcej. Z płacenia za prąd i ogrzewanie budynku przecież też nie zrezygnuję - mówi "Gazecie" Włodzimierz Arciszewski, dyrektor Zespołu Szkół Energetycznych w Lublinie.

Zdaniem dyrektorów potrzeby finansowe związane z działaniem szkół nie tylko nie maleją, ale systematycznie rosną. - Wnioski o pieniądze na nowe pomoce dydaktyczne dla szkoły składamy do urzędu miasta co roku. Boli mnie, że brakuje pieniędzy na zakup sprzętu informatycznego i urządzeń wykorzystywanych na zajęciach zawodowych. Wszystko zużywa się bardzo szybko. Już w tym roku musiałem wymienić siedem komputerów z najstarszej pracowni komputerowej - wyjaśnia dyrektor Arciszewski. Pieniądze na ten cel szkoła miała dzięki temu, że prowadzi działalność gospodarczą - wynajmuje barek szkolny, salę gimnastyczną, a w weekendy sale lekcyjne prywatnej szkole zawodowej.

Dyrektorzy szkół, z którymi rozmawialiśmy przyznają, że nie wysłali do miejskiego wydziału oświaty i wychowania projektu oszczędności, bo nie mają z czego ciąć. Wyjątkiem jest w tym przypadku Szkoła Podstawowa nr 10. - Na razie przedstawiliśmy swoją propozycję, ale mamy nadzieję, że cięcia nie będą potrzebne. Nie chciałbym z niczego rezygnować. Ale może uda się zaoszczędzić na pomocach dydaktycznych, bo dostaniemy pieniądze na ich zakup dla uczniów najmłodszych klas z rządowego programu "Radosna szkoła" - zastanawia się Waldemar Stoczkowski, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 10 w Lublinie.

W piątek w miejskim wydziale oświaty i wychowania usłyszeliśmy, że urzędnicy zgadzają się z nauczycielami.

- Jeśli chodzi o ograniczenie wydatków bieżących w szkołach, to w zasadzie nie ma takiej możliwości. Nie ma mowy o przymusie. Nasze pismo do szkół ma tylko przypominać dyrektorom o potrzebie oszczędzania. Wysłaliśmy je na prośbę prezydenta Lublina. Podobne pisma w związku z kryzysem były adresowane do wszystkich jednostek budżetowych - tłumaczy Piotr Burek, zastępca dyrektora wydziału oświaty i wychowania w lubelskim ratuszu. Zaznacza, że taka informacja została wysłana przed początkiem roku szkolnego do wydziału budżetu i księgowości. - Mamy nadzieję, że budżet na oświatę pozostanie bez zmian - dodaje Piotr Burek.

Wieści samorządowe