Wyszukiwarka samorządów:
W kamienicy przy ul. Królowej Jadwigi jest 26 lokali - 16 prywatnych i
10 wciąż należących do miasta, które w związku z tym ponosi koszty
utrzymania nieruchomości wspólnej. Są to m.in. wydatki na przeglądy,
sprzątanie, ogrzewanie i oświetlenie klatek schodowych. Miasto dokłada
też do funduszu remontowego wspólnoty. Łącznie wydaje na tę jedną
kamienicę 2 tys. zł miesięcznie, nie licząc wynagrodzenia dla zarządcy
tych lokali (m.in. za naliczanie czynszów).
Te pieniądze
można by wydać lepiej i urzędnicy postanowili się o to zatroszczyć. Jak
mówi Jarosław Pucek, dyrektor Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych,
wyjście ze wspólnot jest dziś priorytetem spółki. Bo utrzymywanie
lokali tam, gdzie większość mieszkań została wykupiona, jest dla miasta
kosztowne. - Przede wszystkim pozwoli nam to zaoszczędzić na kosztach
wynagrodzenia dla zarządcy. Ale nie tylko - mówi Pucek.
Wspólnot z udziałem miasta jest w Poznaniu 763. Oprócz mieszkań
wykupionych znajduje się w nich dokładnie 9 tys. 517 mieszkań
komunalnych. Ich lokatorzy nie chcą (ze względów finansowych) wykupić
mieszkań bądź nie mogą tego zrobić, bo w ich kamienicach miasto nie
prowadzi sprzedaży. Tak jest na przykład w budynkach niedawno
remontowanych czy nowych, w które miasto zainwestowało dużo pieniędzy.
Urzędnicy będą więc dążyć do zwiększenia liczby budynków, w których
wszystkie mieszkania są wykupione. Jak? Jeżeli ktoś chce wykupić lokal,
ale mieszka w kamienicy, w której akurat nie są one na sprzedaż, miasto
zaproponuje mu przeprowadzkę. Do takiego budynku, gdzie będzie mógł
mieszkanie wykupić. Z kolei ci, którzy nie chcą wykupu, zostaną
przeniesieni do kamienic z mieszkaniami komunalnymi.
Czy będą
to tak zwane propozycje nie do odrzucenia? - Jeśli ktoś nie złożył
wniosku o wykup, a miasto chce sprzedać mieszkanie, przepisy pozwalają
na to, by przeprowadzić takiego lokatora. Dotychczasowy najemca będzie
miał oczywiście prawo pierwokupu, jeśli jednak z niego nie skorzysta,
będziemy mogli rozwiązać z nim umowę - mówi Pucek. Jak dodaje, będzie
to oczywiście ostateczność.
W takiej sytuacji może znaleźć
się pani Renata z kamienicy przy ul. Chwaliszewo, która nie może
wykupić swojego mieszkania. - Bo blok niedawno przeszedł remont.
Wymienili dach i otynkowali budynek. Mieszkania nie były jednak w
dobrym stanie. W moje wsadziłam mnóstwo pieniędzy. Paliły się kable,
armatura łazienkowa była całkiem do wymiany. Nie wyobrażam sobie, bym
miała przenieść się gdzie indziej. Nie chcę innego mieszkania, nawet o
lepszym standardzie - mówi.
Magdalena Gościńska z ZKZL
uspokaja: - Nie ma powodów do niepokoju. To nie stanie się z dnia na
dzień. Najpierw musimy ustalić, ile będzie takich mieszkań. Poza tym,
jeśli będziemy proponować zamiany, to na pewno na lokale o tym samym
lub wyższym standardzie.
- Wykupując mieszkanie, liczyłam się z
tym, że coś takiego może się zdarzyć - mówi pani Elżbieta z kamienicy
przy ul. Dąbrowskiego 20/22, gdzie ok. 70 proc. mieszkań jest
wykupionych. - Jeśli faktycznie postawi się ludzi, którzy nie mają
pieniędzy na wykup mieszkań przed koniecznością przeprowadzki, będzie
to dla nich bardzo krzywdzące - dodaje.
Ile miastu uda się w ten sposób zaoszczędzić? Tego urzędnicy jeszcze nie wiedzą.