Wyszukiwarka samorządów:
Nie zamierzam meldować się w stolicy.
Musiałabym wymienić dowód osobisty, prawo jazdy, tablice rejestracyjne,
zawiadomić urząd skarbowy i bank. Brak mi czasu i pieniędzy. I szczerze
mówiąc, teraz jest mi to obojętne, gdzie płacę podatki – mówi Renata
Kindler, nauczycielka od dwóch lat mieszkająca w Warszawie. Zameldowana
jest w Wieruszowie, w woj. łódzkim. Podatki płaci u siebie. Właśnie
z myślą o takich jak ona ratusz pracuje nad Warszawską Kartą Podatnika
– dokumentem gwarantującym pewne przywileje w zamian za odprowadzanie
taksy w stolicy. –
Stolica się rozrasta, mieszkańców przybywa. Wcale nie muszą się tu
meldować. Ale skoro korzystają z przywilejów, jakie zapewnia im miasto,
to niech przynajmniej płacą tu podatki – mówi Ligia Krajewska (PO),
wiceprzewodnicząca Rady Warszawy. Karta Podatnika ma ich do
tego zachęcić. Trafiłaby do tych, którzy już odprowadzają taksę w
stolicy, i tych, którzy zadeklarują w urzędzie skarbowym, że chcą to
robić. W tym celu nie trzeba zmieniać meldunku, wystarczy wypełnić
jednostronnicowy formularz NIP-3. Według ostrożnych szacunków,
podatki ponad pół miliona mieszkańców, którzy codziennie korzystają z
komunikacji, szpitali i infrastruktury, nie zasilają miejskiej kasy, bo
są odprowadzane gdzie indziej. Ratusz wyliczył, że gdyby wszyscy oni
płacili je tutaj, stolica mogłaby zyskać nawet miliard złotych rocznie. – Teraz wpływy z PIT i CIT dodatkowo się skurczą przez kryzys finansowy – mówi Mirosław Czekaj, skarbnik miasta. Posiadacze
Warszawskiej Karty Podatnika będą uprzywilejowani. Ratusz rozważa
przyznanie im dodatkowych ulg na bilety tramwajowe i autobusowe, zniżek
na bilety do teatrów i korzystanie z obiektów sportowych, wprowadzenie
specjalnych programów zdrowotnych, np. szczepień lub badań
profilaktycznych tylko dla podatników. Pojawił się nawet
pomysł, żeby nawiązać współpracę z restauratorami i instytucjami
kultury. Te, w ramach promocji i propagowania hasła „U nas podatnik
warszawski płaci taniej”, też mogłyby wprowadzić rabaty dla klientów z
kartą. Ale do tej koncepcji sceptycznie podchodzą restauratorzy. Andrzej Blikle, właściciel sieci kawiarni, jest przeciwny. –
Nie zmieściłbym się w kosztach jak większość restauratorów. Zniżki
objęłyby zbyt dużą grupę klientów. Poza tym nie rozumiem, dlaczego
ludzie spoza Warszawy mieliby płacić drożej? – zastanawia się Blikle. Za
to niemal na pewno dzieci tych rodziców, którzy płacą podatki w
stolicy, byłyby przyjmowane do żłobków i przedszkoli w pierwszej
kolejności. Już dwa miesiące temu wyszła z tym pomysłem Ligia
Krajewska, także szefowa gabinetu politycznego minister edukacji
Katarzyny Hall. Wówczas weto postawiła jednak koalicyjna Lewica. – Ten
projekt musi być przygotowany porządnie i kompleksowo. Dopiero wtedy go
poprzemy. Ale musi być poprzedzony kampanią społeczną, warszawiaków nie
można zaskakiwać z dnia na dzień – mówi Tomasz Sybilski, szef klubu
Lewicy w radzie miasta. Z tym zdaniem zgadza się Krajewska: – Musimy wcześniej wypromować ten pomysł. Jest
szansa na to, by Warszawska Karta Podatnika, która w czasach kryzysu
mogłaby zasilić miejską kasę co najmniej o kilkadziesiąt milionów
złotych (to najniższe spodziewane dochody), weszła w życie w przyszłym
roku. Zespół skarbnika miasta od czerwca szykuje analizy finansowe. –
Liczymy, ile i czy w ogóle budżet stolicy na tym zyska. Myślę, że pod
koniec września będziemy operować konkretami – mówi wiceprezydent Jacek
Wojciechowicz. Dodaje, że prawnicy sprawdzają, czy pomysł jest zgodny z
prawem. Zdaniem warszawianki Renaty Kindler, projekt ma szanse
powodzenia. – Perspektywa ulg i licznych przywilejów byłaby na tyle
kusząca, że rozważyłabym zmianę meldunku albo przynajmniej możliwość
płacenia podatku w stolicy. I pewnie nie ja jedna – mówi.Pół miliona płaci gdzie indziej
Przywileje, ale nie wszedzie
To naprawdę może się udać