Wyszukiwarka samorządów:
Magistrat oszczędza prąd. Listę pożądanych zachowań opracował Paweł Ruksza, naczelnik wydziału organizacyjnego.
- To nie zarządzenie, a prośba do naczelników, by pomogli wyrobić w
swoich podwładnych nawyki pozwalające na oszczędne wykorzystanie
energii - tłumaczy Ruksza.
Do białej gorączki doprowadzają go twierdzenia radnych, że urzędnikom
nie zależy na ograniczaniu wydatków administracyjnych. - Mnie zależy -
zapewnia.- Po to na bieżąco monitorujemy w urzędzie opłaty za energię,
żeby je ograniczać.
Monitorowanie wykazało, że także w nocy
magistrat zużywa sporo prądu. - Są oczywiście urządzenia, których nie
można wyłączyć z sieci, np. serwery, ale po co są wtedy monitory,
komputery, drukarki i podgrzewacze wody w łazienkach? - pyta Ruksza i
zaleca urzędnikom wyłączanie urządzeń, gdy jest to możliwe.
Na
oszczędności w dzień też ma pomysły. Wody gotować tylko tyle, ile
potrzeba. Gasić światło, jeśli świeci słońce. Zgłaszać do wymiany
żarówki te nie energooszczędne. No i tylko za jego zgodą korzystać z
własnego sprzętu: ładowarek do prywatnych telefonów, radia...
- A jak urzędnik ma pytać o zgodę? - dopytuję.
- Mailem - tłumaczy.- Kiedyś pewien pracownik zmoczył sobie ubranie i
włączył kurtynę powietrzna, żeby je wysuszyć. Patrzymy w monitoring
poboru energii, a tu nieuzasadniony skok. Gdyby zapytał, nie byłoby
problemu.
Ruksza namawia też urzędników, by nie włączali
wszystkich urządzeń od razu po przyjściu do pracy. Gdy w ruch pójdą
komputery, kopiarki i czajniki na raz, magistrat przekracza przyznany
mu limit mocy. A to sporo kosztuje.
Oszczędzać każe Ruksza nie
tylko energię. Papier również. Wylicza wydziałom, ile ryz zużyły. I
pyta, dlaczego jedne mogły zaoszczędzić, a innym ciągle mało. Na
telefonach także każe oszczędzać i to nie tylko wymagając, by
pracownicy płacili za prywatne rozmowy. Zaczął od siebie. Jeśli wie, że
zaraz wróci do urzędu, nawet w pilnej sprawie nie dzwoni do
podwładnego. Idzie do niego, gdy już jest na miejscu. Gdy okazało się,
że rzecznik magistratu, Ireneusz Leśnikowski, bardzo dużo wygadał, a
głównie wyesemesował służbową komórką, sprawdził listę połączeń.
Wprawdzie okazało się, że wszystkie SMS-y były do dziennikarzy, ale
Leśnikowski dostał polecenie, by korzystać z internetowej bramki.