Krzysztof Brzeziński od blisko czterdziestu lat (bez roku) jest mistrzem pszczelarstwa. W pasiece w Skrzydlowie hoduje kilkdziesiąt rodzin pszczelich, czyli uli. O wysokiej śmiertelności owadów wie, choć jego pasieki nie dotknęła.
- Straty w mojej pasiece sięgały dotychczas około dziesięciu procent,
co jest raczej w normie - mówi pszczelarz. - Moim zdaniem główną
przyczyną jest warroza, choroba wywoływana przez niebezpiecznego
szkodnika. Jest obecna od trzydziestu lat. Jeśli nie walczy się z nią
systematycznie, może rzeczywiście doprowadzić do wyginięcia całych
rodzin pszczelich.
Warroza jest jedną z hipotez tłumaczących straty pszczelarzy.
Borykają się z nimi nie tylko polscy miłośnicy pszczelarstwa. Od kilku
lat tajemnicza przyczyna dziesiatkuje rodziny pszczele w całej Europie
i Stanach Zjednoczonych.
- Pszczoły po prostu znikają z uli - tłumaczy Piotr Krawczyk,
wiceprezes Regionalnego Związku Pszczelarzy w Częstochowie. Organizacja
obejmuje teren byłego województwa i skupia 700 pasiek, w których
mieszka 15 tysięcy rodzin pszczelich. Prawie wszyscy członkowie to
pasjonaci pszczelarstwa. Tylko nieliczni zajmują się nim zawodowo.
Wiceprezes przyznaje, że i w naszym regionie są pasieki, które w
ubiegłym roku odnotowały nawet połowiczne straty: - Złożyło się na to
kilka czynników. Moim zdaniem przede wszystkim stosowanie w rolnictwie
środków chemicznych, które pojawiły się masowo wraz z dotacjami
unijnymi dla rolników. To sprawia, że pszczoły giną poza ulem i do
niego nie wracają. Do tego dochodzi warroza. Jakie straty będą w tym
roku, będziemy mogli szacować dopiero pod koniec marca, na początku
kwietnia.
Wtedy owady zaczną już funkcjonować na pełnych obrotach, a
temperatury pozwolą pszczelarzom na otwarcie ula i ocenę, czy owady
przetrwały okres wegetacji. Obecnie pszczoły robią wiosenne obloty -
oczyszczają organizm z nagromadzonego zimą jedzenia, a matki dopiero
zaczęły czerwienie, czyli składanie jaj.
- Zima w tym roku była dla pszczół korzystna, bo nie było skoków
temperatur - mówi Jan Lamch, który prowadzi dużą pasiekę pod Janowem. -
Jak już przyszedł mróz, to trzymał. Niebezpieczeństwo niosą raczej
najbliższe dni, po nagłym ociepleniu może wrócić ochłodzenie. W mojej
pasiece dotychczas nie było strat przekraczających dziesięć procent,
ale wiem, że w wielu przypadkach sięgnęły połowy rodzin pszczelich.
Takim hodowcom z pomocą przyszedł puławski oddział pszczelnictwa
Instytutu Sadownictwa i Kwiaciarstwa. Próbuje znaleźć przyczynę
smiertelności owadów i zapewnia bezpłatne badania.
Naukowcy sprawdzają, czy powodem strat może być m.in. genetycznie
modyfikowana roślinność, opryski w rolnictwie, czy może wykonane z
niebezpiecznych substancji węzy, czyli szablony plastra.