Majowy ciepły dzień 2009 roku. Paweł Kamiński (dane zmienione) jedzie
rowerem ul. Przygraniczną w Zgierzu. Droga wiedzie przez las, pan Paweł
wypił wcześniej dwa, trzy piwa. Jadący z naprzeciwka radiowozem
policjanci zatrzymują go do kontroli. Alkotest wykazuje blisko promil
alkoholu w wydychanym powietrzu. Policjanci kierują wniosek o ukaranie
do sądu grodzkiego. Zarzut: jazda rowerem w stanie nietrzeźwości po
drodze publicznej. To przestępstwo. Grozi za to kara nawet roku
więzienia.
Przepisy kodeksu karnego dotyczące prowadzenia pojazdów pod
wpływem alkoholu można najprościej scharakteryzować tak: nawet jeśli po
pijanemu wsiądziesz do auta przed własnym domem na podjeździe i
cofniesz o 10 cm, jest to karalne. Rowerem możesz jechać choćby po
litrze wódki i policja nie może nic ci zrobić. Pod jednym warunkiem:
nie jedziesz nim drogą publiczną.
I o to właśnie chodzi w zgierskim procesie: o ustalenie, czy pan Paweł jechał rowerem po gminnej drodze publicznej, czy też nie?
- Zgodnie z prawem każda gmina musi w drodze uchwały zaliczyć daną
drogę do gminnej. O ile nie jest krajowa czy wojewódzka. Po reformie
samorządowej rządu Buzka w 1999 roku narzuciła to nowelizacja ustawy o
drogach publicznych - opowiada pan Paweł. - Takie uchwały mają
wszystkie gminy w Polsce, choćby gmina Zgierz. Ale nie miasto!
Rzeczywiście: w 2001 roku gmina Zgierz (odrębna jednostka od
samego miasta) uchwaliła, które drogi należą do gminy i są publiczne. W
załączniku są wymienione tak, jak przewiduje to prawo: nazwa drogi, jej
przebieg i długość oraz rodzaj nawierzchni, z jakiej jest zrobiona.
- Poprosiłem w urzędzie miasta o taką uchwałę. Chciałem tę
Przygraniczną sprawdzić w wykazie, bo biegnie środkiem lasu. Nie
dostałem jej, bo radni od jedenastu lat takich uchwał po prostu nie
podjęli! - mówi Kamiński.
Ruszył proces. Mecenas Piotr Paduszyński od razu złożył wniosek
dowodowy, by miasto udowodniło i przedstawiło wykaz dróg publicznych na
terenie Zgierza. - No bo jeśli zgodnie z prawem nie jest to droga
publiczna, mój klient nie popełnił przestępstwa - mówi adwokat.
Zgierski sąd przyjął wniosek adwokata i zapytał urzędników o
uchwałę w sprawie dróg w mieście. Okazało się, że takowej nie ma.
- To nie tak - broni się Dorota Jankiewicz, rzeczniczka Urzędu
Miasta w Zgierzu. - Drogi miejskie w Zgierzu sklasyfikowano na
podstawie Uchwały Rady Narodowej Miasta Łodzi z 1990 roku. Dalsze
uchwały nie były już potrzebne.
- Oczywiście, że były, bo ta uchwała po reformie Buzka straciła
moc obowiązującą - mówi mecenas Paduszyński. - Dlatego też wszystkie
gminy w Polsce mają rejestry swoich dróg. Poza Zgierzem. A bez uchwały
droga jest niepubliczna i takie przypadki już w Polsce były.
Rzeczywiście. W październiku 2009 roku prokuratura w Augustowie
musiała umorzyć sprawę radnego Dariusza S., który jechał rowerem
bulwarem obok Kanału Augustowskiego, mając w organizmie 1,5 promila
alkoholu. Powód? Jako radny wiedział, że gmina nie zaliczyła bulwaru do
dróg publicznych. - Więc nie było przestępstwa - tłumaczył Ryszard
Tomkiewicz z suwalskiej prokuratury.
A co z innymi rowerzystami skazanymi w Zgierzu za jazdę na rowerze
pod wpływem alkoholu? Ilu ich było w ciągu dziesięciu ostatnich lat?
Według danych komendy w Zgierzu tylko w ostatnich trzech latach
pijanych cyklistów, którzy trafili przed sąd, było ponad dwustu.
- No cóż. Mogli sprawdzić, jaką drogą jechali. Tak jak ja - mówi Kamiński.
Wyrok w tej precedensowej sprawie już w marcu.